-
Ostatnimi czasy w internecie coraz głośniej robi się o serwisach przez które można zamawiać jedzenie, zamiast dzwonić, można kilka razy kliknąć, poczekać chwilkę i zachwycać się smakiem całkiem ciekawych potraw.
Często zamawiam jedzenie do pracy i muszę powiedzieć, że taki sposób zamawiania jest bardzo wygodny, co więcej, często nie miałem pojęcia o tym, że restauracja taka-to-a-taka dowozi jedzenie do mojego biura. Tak więc sens takie strony mają bez wątpienia.
Na zachodzie takie strony są coraz częstszym zjawiskiem i nie budzą już sensacji, ale w naszym kraju, który jak wiadomo, jest troszkę „do tyłu” w stosunku do zachodu, jest to nowość, która potrzebuje jeszcze trochę czasu na to aby się rozwinąć.
Ja korzystałem trzech takich stron, nie spotkałem się z innymi (inne na jakie trafiłem to programy partnerskie netkelnera). Nie będę mówić o restauracjach które udostępniają zamawianie on-line, bo to bez sensu, póki co jest to rzadsze niż chińska zupka. Tak więc wspomniane trzy strony to szama.pl, głodomór.pl i netkelner.pl.
Postanowiłem te strony porównać, działają dokładnie na tej samej płaszczyźnie, więc nie będzie problemów ze znalezieniem analogicznych funkcji.
Zacznijmy od wyglądu, jest to pierwsza rzecz jaka rzuca nam się w oczy. Nie będę wstawiać screenów, bo każdy z was może wejść na te strony i porównać.
Netkelner- Strona prosta, na pierwszy rzut oka przejrzysta, ale czasami prowadzi do nikąd. Nie wiadomo w co kliknąć czy chcę zamówić, czy się rozejrzeć, czy podawać adres od razu, czy mam się logować? Nie wiem tego, osoba która styka się z tym pierwszy raz też wiedzieć tego nie będzie. Strona wygląda tak samo jak jej zachodnie, starsze siostry, bo trzeba nam wiedzieć, że netkelner jest stroną działającą w kilku krajach.
Szama.pl- Ładnie tu! Zielono, przyjemnie, połączenie kolorów naprawdę w porządku. Ale co jest? Emm… Miejscu menu nawigacji (prawa strona) znajduje się stos reklam, to niedobrze. Ok. klikam lokale i co? To jest demonstracja. Ok, cofam się zamaszystym, i „operowym” gestem myszy i klikam zamów, trafiam na panel logowania. No ok, to się zarejestruje. Niestety mail potwierdzający przychodzi ze sporym opóźnieniem, a posiadanie kilku adresów (np. dom, praca) jest dość skomplikowane. Dobrze nie jest.
Głodomór.pl- Najbardziej kanciata ze wszystkich tych stron, o ile wygląd nie powala, to jednak brak reklam jest godzien pochwały- jest jak należy, logowanie po prawej, mapka a nad nią instrukcja co robić. Klikam na swoje miasto, dostaje pole do wpisania ulicy i pyk, już jestem na liście restauracji. Nie muszę błądzić. Zestawienie kolorów jest ok, ale nie jest to strona która wygląda rewelacyjnie jak na dzisiejsze standardy. Pocieszny za to jest pan kucharz który mruga oczami a dym z jego pizzy jest zaiste hipnotyzujący.
Poręczność:
System logowania się do serwisów jest dość podobny, w głodomorze i netkelnerze logujemy się wybieramy żądany adres i zamawiamy, z szamą gorzej w tej materii.
Zamawianie bez logowania:
Szama nie pozwala na taki luksus, netkelner ma taka opcję, głodomór także. Zamawianie na głodomorze jest zdecydowanie najprostsze, wpisujesz adres, wybierasz restaurację i wybierasz sobie potrawy z menu przypominającego ulotkę z pizzerii, w netkelnerze i szamie mamy przewijane menu, ale z jedną kolumną i co większe menu jest bardzo trudne do ogarnięcia, szczególnie na szamie, przy wyborze np. pizzy… (nie wspominając o dodawaniu dodatków do potraw) Co do netkelnera, ich mapka na której wybiera się miasta jest tak samo czytelna jak praca inżynierska napisana czcionką 6 z odległości 3 metrów. Wskazana jest zręczność, jeśli nie chcesz wybrać złego miasta.
Jeśli chodzi o zamówienia, to nie ma jakiegoś dużego problemu w żadnym z serwisów. Szama ma trochę opóźnienia, netkelner, dość niejasno opisuje restauracje i czasami można zmówić coś w niedziałającej w danej chwili restauracji, ale co poradzić? Netkelner też raz pokpił sprawę, zamówienie które do nich wysłałem zostało potwierdzone, ale nie dojechało, zadzwoniłem do restauracji i okazało się, że w ogóle nie przekazali mojego zamówienia (sic!). Głodomor- chyba najlepszy serwis, wszystko dokładnie opisane, widać co jest włączone, co nie, nie ma możliwości aby się pomylić, jeśli coś jest nie tak to konsultant dzwoni i mówi, że jest jakiś problem. Co więcej, jego reakcja jest niemal natychmiastowa, po kilku kliknięciach czekamy tylko na smsa bądź telefon z potwierdzeniem zamówienia. Ponadto mimo małej znajomości technologii, wydaje mi się, że Głodomór jest najbardziej zaawansowany technicznie ze wszystkich serwisów, gdyby tylko wyglądał lepiej…
Głodomor wyróżnia się czymś jeszcze, zaraz po wejściu do restauracji jesteśmy informowani o orientacyjnym koszcie dostawy do nas i minimalnym zamówieniu, serwis nie pozwala nam też zamówić poniżej takiej minimalnej kwoty.
Summa summarum- Netkelner- dość nieudane przeniesienie serwisu na Polskę, jeśli chodzi o użyteczność- jest kiepsko. Plus to ilość miast i restauracji. Szama- serwis raczej nie przemyślany, jego ergonomia jest wątpliwa jak filipińska choroba byłego prezydenta, jednak ilość miast i ładna grafika po części to rekompensuje, ale szlag nie trafia jak dochodzę do etapu „wybierz produkt”. Moim zdaniem najbardziej przemyślany serwis w tym zestawieniu to głodomór.pl – najmłodszy, a powinien wyznaczać standardy w tej branży, niestety, mała ilość miast nie pozwoli zamówić wszystkim którzy by tego chcieli, ale jak mieszkasz we Wrocławiu, Warszawie lub Krakowie- wybierz głodomora, polecam ten serwis z czystym sumieniem.

Pasta! Makarony zawsze były jednymi z moich ulubionych posiłków, co więcej, makaron al dente podobno nie tuczy, co jest jego dodatkowym atutem, niestety wszystko niweczą pyszne sosy które zazwyczaj są tłuste, tak więc nie ma sensu wmawiać sobie, że jest to danie dietetyczne.
-
Zamówiłem makaron Carbonara, pyszne wstążki w sosie śmietanowo- serowo-jajecznym z dodatkiem boczku… Wyśmienity posiłek, dający energię na cały dzień. Makaron na szczęście rozgotowany nie był, sos, nie był mdły, ogólnie było dobrze, gdyby przy zapiekaniu wszystko nie przypaliło się na brzegach, więc muszę odjąć kilka punktów. Ocena-4.
No cóż, dziś pora opisać pierwszą, bardzo poważną wpadkę... Moje włoskie zboczenie systematycznie daje o sobie znać i dziś naszła mnie chętką na Lasagne. Dobra włoska karczma O’sole mio, wydała mi się najlepszym miejscem do zamówienia takiego jedzonka, ale jak zawsze mogę się mylić i tym razem pomyłka była totalna. Lasagne przyjechała dość pokiereszowana, aluminiowy pojemniczek, był jak widać na zdjęciu poniżej dość zgnieciony, na zewnątrz na folii aluminiowej widać było, że stało się coś niedobrego, wytłumaczyłem sobie to tak, że dużo rzeczy zostało wrzuconych naraz itp.

Ale potem zobaczyłem co stało się w windzie… Widok dość nieciekawy, kierowca się oczywiście nie przyznał, nie posprzątał, zostawił syf.

Zawiodłem się. Bardzo.

Jak widać po tytule postanowiłem w końcu urozmaicić swoje obiady zamawiając rybkę. Rybka nie licha, bo łosoś, w dodatku na winie i co za dużo nie mówić- był pyszny. Mięso delikatne, jak to u łososia, ale bez nieprzyjemnego smaku jaki czasami zdarza się wśród ryb (łososi też), sosik z białego wina, aksamitny i cudnie kremowy, dopełniający całości, dodając smaku dobrze podsmażonemu (ale nie wysuszonemu!) łososiowi. Do tego dość smaczna surówka, z kapusty pekińskiej, papryki, fasoli z sosem majonezowym (mocno rozcieńczonym), pysznie. Ziemniaczki pieczone wyśmienite, porcja w sam raz, w dodatku dobrze przyprawiona, nie za mało, nie za dużo, w sam raz. Częściej życzyłbym sobie tak przygotowanych posiłków. Jedzenie dojechało stosunkowo szybko i było w niezłym stanie, choć kawałek łososia spotkał się z ziemniaczkami, ale to nie duży problem prawda? Ocena: 5, mocne 5
Dziś zdecydowałem się na powrót do starych, sprawdzonych smaków. Zamówiłem kotlet po francusku w restauracji Verona, który jest jakby kotletem w omlecie. Mięso dobre i kruche w panierce z bułki, jajka, odrobiny sera, groszku i podsmażonej szynki- pyszne połączenie. Do tego pieczone ziemniaczki. Ziemniaczki dwa tylko, nie wiem dlaczego, ale nie ukrywam, że się zawiodłem. Więc smak "na pięć" niestety spada na 4 za te ziemniaczki.
No cóż, po tradycyjnych kotlecikach czas na tradycyjną włoską pizzę. Zamówiłem w pizzerii rancho ich firmową pizzę, o tym samym tytule. Ciasto nie za grube i nie za chude, w sam raz, ważne, że chrupkie. Sos pyszny, doprawiony także w sam raz, rea trochę mało, ale reszta dodatków super. Mogłaby być odrobinę większa, ale przynajmniej sie nie "napchałem". Ocena 4+
Moja ochota na tradycyjne dania nie mineła, dziś zamówiłem trdycyjny kotlet schabowy z frytkami w restauracji Verona. Po godzinie oczekiwania dostałem ogromny kotlet zasypany frytkami. Bardzo mnie to ucieszyło do póki go nie przekroiłem. Okazało się, że jest on taki duży bo został "potłuczony" bardzo cieniutko i dlatego tak się rozlazł a panierka uzupełniła braki w grubości. Nie zmienia to jednak faktu, że był on całkiem smaczny. Ocena: mocne 4 (gdyby nie to "rozplaskanie" byłoby 5)
Witajcie! Po długoweekendowych szaleństwach i jedzeniu rzeczy ze straganów miałem dość „wydziwiania” i zamówiłem tradycyjnego de volaille’a (swoją drogą, że w każdej restauracji wyraz ten zapisywany jest inaczej, nie mam pojęcia dlaczego). Tak więc kotlecik i ziemniaczki, a nie żadne frytki, ale ziemniaczki odsmażane i po francusku (co by to nie znaczyło- brzmi smakowicie). Skontaktowałem się więc z restauracją Verona, która - jeśli mowa o kotletach- jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Niestety od jakiegoś czasu mój, niegdyś, ulubiony lokal, powoli zaczyna mnie irytować, zmieniając wielkość porcji- na mniejsze oczywiście. To co widzicie na zdjęciu, nie jest już nadgryzione, po prostu tyle ziemniaczków dostałem. Nie ukrywam, że to troszkę mało… Kotlet też się jakoś skurczył niedawno, ale w smaku jest taki sam- delikatna, soczysta pierś z kurczaka w chrupiącej panierce, wewnątrz zastaniemy ciągnący się, smaczny ser. Jednym słowem pycha. Ziemniaczki których tak poskąpili mogłyby być bardziej przysmażone, ale nie były złe, posypane przyprawami, głównie papryką i smażone na masełku idealnie pasowały do wspomnianego kotleta. Ocena: 4 (ocena w dół za ilość ziemniaczków)
Ktoś może powiedzieć, że pizza jest nudna, ale ja jestem jej ogromnym fanem. Jest takie miejsce we Wrocławiu, na placu Uniwersyteckim, miedzy bibliotekami, aulami, dziekanatami i niezliczoną ilością kafejek znajdziemy pizzerie Pronto. Jest to mały lokal, lecz bardzo przytulny.
Ale do rzeczy. Pamiętałem, że jest tam wyśmienita pizza i niedawno okazało się, że mają także dowóz, więc zamówiłem pizze do biura. Biuro jest stosunkowo niedaleko rynku, więc pizza dotarła do mnie w niecałe 20 minut, co jest chyba absolutnym rekordem. Jaki wynik? Niezaprzeczalne 6 z plusem. Cieniutkie, dość wypieczone, chrupkie ciasto, pyszny ser, odpowiednia ilość przypraw, smakowita wędlina i świetna, ostra papryczka pepperoni… Gorąco polecam!
Czas na naleśnika. Danie może nie zbyt wykwintne ale za to można uznać je, za naprawdę pyszne. Swojego naleśnika, z szynką, szpinakiem, jajkiem i żółtym serem zamówiłem w Orange-Bar. Przyjechał po około godzinie i niestety po otwarciu opakowania zobaczyłem, że na wierzchu jest kapka na wpół ściętego białka z jajka które było w nim. Nie powiem jak na samym początku mi się to skojarzyło, w każdym razie boleśnie. Mimo wszystko postanowiłem wykroić ów kawałek i spałaszować naleśnika (co ten głód robi z ludzi). Naleśnik był świetny. Po prostu świetny, nic dodać nic ująć. Dostaje ocenę 4 mimo sposobu podania który na początku mnie strasznie zmartwił… Wybaczcie rozmazane zdjęcie, ale trzymałem telefon jedną ręką.
|